Wybrzeże Kaliforni

Przed Nowym Jorkiem musimy naładować akumulaory. Mamy na to dwa dni, jadąc wybrzeżem do Los Angeles. Pierwszego dnia zaczynamy od płatnego, prywatnego wybrzeża. Okolo 10 mil plaży i enklawy gdzie bogacze nie muszą męczyć oczu widokiem biedoty. Wybrzeże ładne, wszędzie foki i wiewiórki. Ania twierdzi, że wiewiórki to takie tutejsze szczury, coś w tym jest.

Następne 250 kilometrów mija na serpentynach wiodących klifem wybrzeża. Zahaczamy o zamek magnata prasowego, jednak najbliższy  termin wejścia jest zbyt późno. Jedziemy do Arroyo Grande gdzie zaliczamy długi spacer po plaży. Wszystko jest znajome bo pogoda jak nad Bałtykiem. Oczywiście wczesniej słońce było wspaniałe. Dopiero gdy kończymy jazde przychodzą chmury. W sklepie, w którym kupujemy kawe Ania znajduje lizaki z mrówkami i skorpionami. Ja prawie kusze się na szarańcze w czekoladzie.

Na pobliskim molo można podziwiać surferów. Po dłuższej chwili wybrzeże odwiedza stado delifnów.  Idziemy spać, mając nadzieję, że następnego dnia pogoda bardziej dopisze.

Następnego dnia jedziemy dalej, krótki postój w Santa Barbara i plaża w Santa Monica, dokładnie w tym samym miejscu gdzie prawie dwa tygodnie temu zaczynaliśmy eskpade. Znowu muszę się wykąpać bo to ostatni raz w Pacyfiku. Po drodze mijamy Malibu. Jeden z bardziej luksusowych fragmentów wybrzeża.

Na koniec tylko zakupy w Walmarcie i porządki w walizkach i papierach. Nocujemy zaraz obok lotniska.

Na koniec garść statystyk, sponsorowanych przez Hyundai Motors:

  • 78 godzin w samochodzie
  • 3000 mil czyli 4800 km
  • 28,5 MPG czyli 8,4 l/100 km

Do usłyszenia z Nowego Jorku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current ye@r *